14 stycznia
W nocy jest -7 stopni. Rano namiot jest całkowicie oszroniony i zmrożony. Czy to ciepła, słoneczna Grecja? ;) Wstajemy i o świcie już jesteśmy znów na drodze. Ruch jest minimalny. Łapiemy stopa do 11tej i dajemy sobie spokój. Jesteśmy na granicy już prawie dobę i potrzebujemy się ruszyć. Idziemy więc pieszo równoległą drogą. Po 2km mijamy pierwszą wioskę. Jadą też pierwsze auta. Po kolejnych 2km dochodzimy do kolejnej. Tam robimy przerwę i podsuszamy, a właściwie odtajamy namiot, aby mógł się zmieścić do pokrowca. Idziemy kawałeczek dalej i zatrzymuje się dla nas nasz pierwszy grecki stop. Pan jedzie busikiem do pierwszego miasteczka Ferez. Wysiadamy tam i łapiemy stopa dalej. Dość szybko zatrzymuje się dla nas rodzinka z dzieckiem. Jadą kawałek, ale zawożą nas aż do miasta Alexandroupoli. Pierwszy spacer po greckim mieście. Idziemy na wylotówkę w kierunku autostrady. Stajemy przy stacji benzynowej i łapiemy stopa. Stoimy ponad dwie godziny, a nasza wiara w greckiego stopa powoli znika. Gdy słońce zachodzi decydujemy się ruszyć w kierunku drugiej wylotówki by tam łapać stopa jutro. Mamy do przejścia kilkanaście kilometrów. Dochodzimy na wybrzeże i tuż za miastem jest lidl. A po drugiej stronie drogi plaża, trawa i krzaki. Decydujemy się tu iść spać aby jutro rano zrobić zakupy. Miejsce przy morzu, trochę osłonięte krzakami, spokojne. Na parkingu niedaleko stoi brytyjski kamper. Dziś jest trochę cieplejsza noc. Zmęczeni mało skutecznym stopowaniem i poprzednią zimną nocą, szybko zasypiamy.